joombig banner rotation images

Menu

Żołnierz Armii Krajowej, Honorowy Obywatel Miasta Bełchatowa, ale przede wszystkim wielki patriota, które swoje życie poświęcił walce o wolność – Franciszek Zochniak ps. „Medyk” – spoczął na bełchatowskim cmentarzu. 15 lutego rodzina, przyjaciele i mieszkańcy pożegnali zasłużonego bełchatowianina, społecznika, wieloletniego działacza Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i prezesa jego bełchatowskiego oddziału.

 

Porucznik Franciszek Zochniak zmarł 12 lutego. W marcu skończył by 95 lat. Przez całe życie związany był z Bełchatowem i całym sercem oddany jego mieszkańcom. Z wielką troską pielęgnował historię o naszym mieście, kultywował pamięć o bohaterach, którzy oddali życie w imię miłości do Ojczyzny. Uczył młode pokolenie bycia prawdziwym patriotą.

 

Urodził się 23 marca 1923 roku w Kociszewie. Był synem Antoniego i Danieli z domu Niedzielskiej. W wieku dwudziestu lat przystąpił do struktur Armii Krajowej pod pseudonimem „Medyk”. W podziemiu działał do 19 stycznia 1945 roku. 8 maja 1997 roku został awansowany na stopień kaprala, 17 listopada na podporucznika, a 8 stycznia 2003 roku na porucznika. Decyzją Prezesa Rady Ministrów z 2001 r. otrzymał tytuł „Weterana walk o wolność i niepodległość Ojczyzny”. Za zasługi dla kraju odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Armii Krajowej. W październiku 2013 roku Rada Miejska w Bełchatowie nadała Franciszkowi Zochniakowi tytuł  Honorowego Obywatela Miasta Bełchatowa.

 

Poniżej wspomnienia „Medyka” z lat okupacji, które są fragmentem książki „Dla Ciebie Polsko Ojczyno Moja Armia Krajowa. Historia bełchatowskiej konspiracji w relacjach i wspomnieniach świadków 1939-1945”, które powstała pod redakcją samego Franciszka Zochniaka i Łukasza Politańskiego.  

 

 [...] We wrześniu lub październiku 1939 r. zostałem przyjęty do pracy w miejscowej Drogerii (Skład Apteczny), której to właścicielami byli państwo Helena i Bronisław Pasikowscy. Skład Apteczny mieścił się przy ul. Kościuszki, a po przeciwnej stronie ulicy znajdował się dom Urzędu Miasta. Obok w przeciwległym budynku mieściła się żandarmeria. W Urzędzie Miasta władze sprawował komisarz - gestapowiec: wyrocznia wszystkich spraw na terenie Bełchatowa. Drogeria była więc doskonałym punkiem obserwacyjnym, tak placówki komisarza Gestapo jak i żandarmerii. Pan Pasikowski Bronisław był z pochodzenia ziemianinem. Był wspaniałym patriotą i na pewno był pierwszym obserwatorem Urzędu Miasta i żandarmerii. W roku 1943 (bliższej daty nie pamiętam) został aresztowany przez Gestapo, wywieziony na Sterlinga w Łodzi, a potem do Oświęcimia, gdzie wkrótce zmarł. Eugeniusz Szubert, z którym znałem się już dawniej, zaproponował mi przystąpienie do Armii Krajowej. Wyraziłem zgodę i dnia 10 października 1943 r. zostałem zaprzysiężony przez Eugeniusza Szuberta ps. ,,Krępy”, który jak się dowiedziałem po przysiędze był dowódcą grupy.


Przysięgę składałem w mieszkaniu kol. Szuberta przy ul. Pabianickiej, nad stołem wisiał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, a na stole stał krzyż. Przy przysiędze, obecny był kol. Stefan Lewiński ps. „Sten”, a odbierał ją Eugeniusz Szubert.


W styczniu dostałem polecenie zrobienia planu połączeń telefonicznych z poczty do budynków: 1. Urzędu Miasta, 2. Żandarmerii, 3. Straży Granicznej, 4. Policji przy ul. Piotrkowskiej. Były to przygotowania do ,,Akcji Burza”. Dostałem również rozkaz stałej obserwacji Urzędu Miasta i Żandarmerii, a swoje obserwacje przekazywałem kol. Szubertowi. Do czerwca 1944 r. do chwili masowych aresztowań, jakie miały miejsce w Bełchatowie, byłem podległy kol. Szubertowi i wypełniałem jego rozkazy. Po tych aresztowaniach i wyjeździe kol. Szuberta do Guberni, w sierpniu 1944 r. zostałem wezwany do mieszkania ob. Jana Dobrowolskiego, który to wówczas mieszkał w domu ob. Grzywacza przy ul. 9-go Maja. Do Składu Aptecznego przyszła jego żona mówiąc mi, że jej mąż chce się ze mną widzieć. Pana Dobrowolskiego znałem, ale niewiele wiedziałem, że pracuje w mleczarni, często tam byłem, tam miałem znajomych, ale nikł z nich nie zdradzał przynależności do Armii Krajowej. Właściwie po tych aresztowaniach zostałem sam, wszyscy znajomi koledzy, o których wiedziałem, że są w AK byli aresztowani. Pan Dobrowolski powiedział krótko, że jest moim przełożonym i odtąd podlegam tylko jemu. W mieszkaniu pana Dobrowolskiego spotkałem wówczas znajomego mi już wcześniej Jana Knapika, który wówczas mieszkał na Oleśniku, a po wojnie był znanym taksówkarzem w Bełchatowie. Wezwany ponownie do pana Dobrowolskiego oznajmił mi, że ponieważ mam przepustkę na autobus i jeżdżę po towar do Łodzi, mógłbym przewozić z Łodzi prasę. Oznajmił mi, że w tym pomoże mi kol. Gratel, który był kierowcą autobusu na linii Bełchatów - Łódź - Bełchatów. Towar przywoziłem z dwóch firm farmaceutycznych, firmy „Spiess” i firmy „Barcikowski”, obie znajdowały się w Al. Kościuszki.

 

W Firmie „Barcikowski” poznałem młodą panią ps. „Czesia”, od niej dostawałem przesyłki, przeważnie do ręki, po czym przekazywałem je kol. Gratlowi, czyli kierowcy. Często przesyłka była w paczce razem z towarem. W pamięci mam taki przypadek: rano składałem zamówienie w firmie „Barcikowski”. W tym dniu Pani „Czesi” przywiozłem kartki na masło. Po południu przyjechałem dorożką po paczki. Musiałem je zawieźć na Dworzec Kaliski, gdyż stamtąd odjeżdżał autobus. Robiłem to zawsze godzinę przed odjazdem, miałem czas na rozmowę z kol. Gratlem, a prócz tego po załatwieniu towaru musiałem jeszcze przejechać tramwajem na Górny Rynek, gdyż tu na Dworcu Kaliskim Polakowi nie wolno było wsiadać. Po przyjeździe z paczkami na dworzec, tyle co wysiadłem z dorożki, przechodzący jakiś mężczyzna powiedział - jesteś obserwowany. Udając, że nic nie słyszałem rzuciłem pierwszej małą paczkę panu Gratlowi i powiedziałem by ją schował. Następnie zacząłem rozładowywać pozostałe paczki z dorożki. Po zdaniu paczek i zapłaceniu dorożkarzowi, podeszło do mnie dwóch Niemców w skórzanych, czarnych płaszczach, zrewidowali mi kieszenie, kazali otworzyć paczki, ale nic nie znaleźli.


Była to moja ostatnia podróż z pocztą, gdyż następnym razem, gdy przyjechałem do Łodzi i zapytałem o Panią „Czesię”, nikt nie chciał na jej temat ze mną rozmawiać. Później dowiedziałem się, że ona nie żyje. W listopadzie 1944 r. dostałem nakaz wyjazdu do pracy przy okopach nad Wartą. Mimo usilnych starań naszego komisarza, że jestem niezastąpiony itd. nie udało mu się nic załatwić. Któregoś dnia powiedział do mnie ,,Franz du bis Polan, du bis jung". Zrozumiałem wszystko, ale postanowiłem nie jechać. Z dala było słychać już działa, do pracy nie chodziłem, ukrywałem się. Po wejściu wojsk rosyjskich przyszedłem do Pana Dobrowolskiego i pytam go co dalej? Nic nie robimy musimy czekać - powiedział. Wkrótce i on poczuł się zagrożony i musiał wyjechać z Bełchatowa. [...]

 

 

 

AD-A

fragment książki:   „Dla Ciebie Polsko Ojczyno Moja Armia Krajowa.

Historia bełchatowskiej konspiracji w relacjach i wspomnieniach świadków 1939-1945"

red. F. Zochniak, Ł. Politański 

Aktualności

 

 


Miasto Bełchatów

ul. Kościuszki 1, 97-400 Bełchatów; tel: +48 447335116, +48 447335115; email: um@belchatow.pl
www.belchatow.pl
Wydawca: Urząd Miasta Bełchatowa, ul. Kościuszki 1, 97-400 Bełchatów
Redaktor naczelny: Aleksandra Jasiczak, e-mail:a.jasiczak@um.belchatow.pl
Zespół redakcyjny: Aleksandra Duda - Andrzejewska, Anna Przydryga, Piotr Kurzydlak, Tomasz Kałużyński
 

Wszystkie prawa zastrzeżone - belchatow.pl 2018